Małe i wielkie ojczyzny II: Odmiany regionalne Polszczyzny

Wyjeżdżając zagranicę możemy łatwo zaobserwować mniejsze lub większe różnice językowe występujące pomiędzy poszczególnymi regionami danego kraju. Przykładowo w Niemczech oficjalnie wytypowano aż 8 regionalnych dialektów i akcentów, w Anglii 12, a w całej Wielkiej Brytanii jest ich ponad 50. Dialekty te różnią się nie raz do tak wielkiego stopnia, że mieszkaniec Liverpoolu może mieć spore trudności w zrozumieniu swojego rodaka z Yorkshire, podobnie jak mieszkaniec Berlina może nie zrozumieć Bawarczyka.

Dialekty w Polsce?

Na tle wspomnianych państw, Polska wydaje się być krajem stosunkowo jednolitym i monokulturowym. Mieszkaniec Trójmiasta bez problemu porozumiewa się z Wrocławianem, Krakowianem czy Warszawiakiem. Jednakże Ślązak posługujący się gwarą może już nie do końca zrozumieć dialekt kaszubski. Wbrew pozorom, regionalna tożsamość kulturowa w Polsce uwarunkowana mniejszymi lub większymi różnicami językowymi jest zauważalna, i odczuwają ją Polacy, definiujący swoje małe ojczyzny stwierdzeniami „jestem góralem” lub „pochodzę ze Śląska”.

Odmiany regionalne Polszczyzny

Na przestrzeni czasu język polski nie uległ aż tak wielkim podziałom jak wspomniany angielski w Wielkiej Brytanii czy niemiecki w różnych rejonach Niemczech. Oprócz wyróżniających się dialektów, znanych w Polsce jako gwary (np. gwara Śląska), język polski wykazuje tendencje do unifikacji, czyli zacierania różnic regionalnych pod względem używanych zwrotów.

Zróżnicowanie języka polskiego możemy więc oceniać pod kątem regionalizmów, czyli wyznacznika regionalnej odmiany polszczyzny. Regionalizmy występują w języku wszystkich mieszkańców regionu, zarówno w mowie, jak i w piśmie, w związku z czym są aprobowane przez normy języka ogólnego (czym różnią się od dialektyzmów). Niemal wszystkie regionalizmy leksykalne mieszczą się jednak głównie w użytkowej normie regionalnej. Innymi słowy, do ogólnej polszczyzny wchodzą w użycie tylko nieliczne z nich (np. borówki i czarne jagody).

Pod wpływem dominującego języka używanego w mediach zwroty regionalne, dotychczas różnicujące polszczyznę, coraz częściej zanikają, np. krakowska „trafika” czyli sklep z tytoniem lub warszawska „obsadka” czyli „uchwyt pióra”.

Wpływ języków obcych 

Kolejnym interesującym zjawiskiem zauważalnym w języku polskim jest zanikanie tzw. starych zapożyczeń, wywodzących się z języków państw zaborczych, np. z rosyjskiego „odkrytka” czyli „pocztówka” oraz z niemieckiego „grysik” czyli „kasza manna”. Również zapożyczenia z języka francuskiego, takie jak „kajet” czyli „zeszyt”, ustępują miejsca coraz powszechniej używanym zapożyczeniom z języka angielskiego. Wpływ angielskiego na język polski ma również swoje odzwierciedlenie w nowym tworze językowym, bedącym połączeniem obydwóch języków jako tzw. „Ponglish”.

Aby dowiedzieć się więcej o historii i rozwoju języka polskiego na przestrzeni wieków, polecamy serię krótkich filmów animowanych pt. „Błyskawiczne dzieje polszczyzny”. Filmy powstały w ramach kampanii społecznej „Ojczysty znam, lubię, szanuję” programu Mam Gen Wolności. W lekki i zabawny sposób przybliżają takie tematy jak powstanie języka polskiego (poniżej), najstarsze zabytki piśmiennictwa, czy też polszczyzna barokowa i sarmacka.

Więcej ciekawostek o polskich gwarach: tutaj.

Reklamy

Związki partnerskie w Polsce: rewolucja obyczajowa czy podstawowe prawa obywatelskie?

Co jakiś czas w polskich mediach pojawia się informacja o kolejnym odrzuconym projekcie ustawy o związkach partnerskich. Być może nie robi to na nas większego wrażenia. Ot, kolejny dowód na to, że Polska jako kraj konserwatywny i katolicki nie jest jeszcze gotowa na „rewolucję obyczajową” o ktorej wspominał premier Donald Tusk w swoim exposé politycznym z 2011 roku:

„Zdaję sobie sprawę, że w ostatnich latach, (…) oprócz wielkich wyzwań finansowych, gospodarczych, pojawiły się także nowe wyzwania o charakterze cywilizacyjnym, obyczajowym, kulturowym. Trzeba rozumieć te zmiany. Ale nasza koalicja, polski rząd, instytucje życia publicznego, państwo polskie nie jest od tego, aby przeprowadzać obyczajową rewolucję”.

Czy aby chodzi tutaj tylko i wyłącznie o rewolucję obyczajową? Jakie konsekwencje przynosi za sobą legalizacja związku z osobą tej samej płci? I co w praktyce oznacza brak możliwości formalizacji takiego związku w świetle prawa polskiego?

Rodziny z wyboru

Prof. Joanna Mizielińska w wywiadzie udzielonym Monice Tutak-Goll opisuje związki osób LGBT (z ang. „Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender” – skrót odnoszący się do osób homoseksualnych, biseksualnych oraz transgenderycznych) jako tzw. „rodziny z wyboru”, tzn. związek ludzi, którzy świadomie zdecydowali się być rodziną i tak się nazywać, chociaż w świetle prawa polskiego uchodzą za zupełnie obce sobie osoby. Prof. Mizielińska podkreśla znaczenie faktu funkcjonowania takich rodzin bez prawnego i społecznego wsparcia: „Proszę zwrócić uwagę, ile dodatkowych rzeczy poza uczuciami spaja rodzinę heteroseksualną. Jakkolwiek to zabrzmi, tak właśnie jest: łączy je wspólny kredyt, małżeństwo, legalizacja związku, majątek. To są wszystko sprawy, które w jakimś sensie chronią rodzinę heteroseksualną przed rozpadem.”

Stwierdzenie o sformalizowanych związkach nie odnosi się tylko i wyłącznie do małżeństw. Wprawdzie Polska nie dysponuje jeszcze ustawą regulującą sytuację prawną osób żyjących w nieformalnych związkach –  jak m.in. Niemcy, Czechy, Kolumbia, Słowenia, Węgry, Ekwador, Irlandia i wiele innych krajów – a obowiązujące przepisy ani szczególnie nie chronią, ani nie regulują kwestii wzajemnych praw i obowiązków partnerów, nawet jeżeli związek jest trwały, a partnerzy posiadają wspólne dzieci i wspólnie prowadzą gospodarstwo domowe. Nie oznacza to jednak, że osoby żyjące w związkach nieformalnych nie mają żadnych praw i obowiązków. Wg Informatora Obywatelskiego NGO, „niektórych uprawnień możemy dochodzić, odwołując się do takich terminów jak „osoba pozostająca we wspólnym pożyciu” i „osoba bliska” zawartych m.in. w kodeksie cywilnym, ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych”. Oba pojęcia nie są jednak jednoznaczne, w konsekwencji czego są interpretowane w orzecznictwie polskich sądów jako określające związek kobiety i mężczyzny nie połączonych węzłem malżeńskim. Przez to związki osób LGBT w Polsce nie mają praktycznie żadnego wsparcia i zabezpieczenia ze strony prawnej. W praktyce oznacza to fakt, że wszystko to, co osoby heteroseksualne w sformalizowanym związku mogą załatwić „od ręki”, w tych rodzinach stanowi duże wyzwanie. I tak, pomimo stawianych trudności, osoby LGBT próbują układać sobie życie w Polsce.

Obcym wstęp wzbroniony

A trudności jest sporo, i to niemal na każdym kroku. Z raportu „Rodziny z wyboru 2014: Życie rodzinne osób nieheteroseksualnych” wynika, że problemy związane z brakiem możliwości sformalizowania związków homoseksualnych pojawiają się w takich aspektach życia codziennego jak:

• kontakty ze służbą zdrowia;
• załatwianie formalności w urzędach, na poczcie i w bankach;
• prowadzenie wspólnego gospodarstwa domowego i regulowanie opłat związanych np. z dostawą energii i gazu;
• wynajem mieszkania;
• legalizacja wspólnego majątku;
• objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym członków rodziny;
• materialne zabezpieczenie najbliższych na wypadek śmierci;
• wspólne wyjazdy `jako rodzina´ w przypadku otrzymania propozycji stażu/stypendium/pracy zagranicą.

Badaniu zostało poddanych ponad 3000 osób będących w związkach nieheteroseksualnych o zróżnicowanym wykształceniu i wieku, pochodzących z różnych regionów Polski i zamieszkujących zarówno duże jak i mniejsze miejscowości. Za wprowadzeniem legalizacji związków partnerskich opowiedział się co trzeci badany (75,1%) a jedynie 5% wyraziło sprzeciw.

Najczęściej wskazywanym powodem uzasadniającym chęć legalizacji związków partnerskich było „ułatwienie życia codziennego (odbiór listów, wspólne rozliczenie podatkowe, objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym itp.)” (77,9%). Najliczniejsza grupa badanych wskazywała trudności w kwestiach kontaktu ze służbą zdrowia: 38,1% par napotkało problemy związane z dostępem do informacji o stanie najbliższej osoby, odwiedzinami, możliwością decydowania o zdrowiu partnera/partnerki czy odbioru wynikow badań.

Präsentation1

Respondenci opisywali sytuacje, w których – jako „obcym” osobom – odmówiono im dostępu do jakichkolwiek informacji o stanie zdrowotnym poszkodowanego, nie wspominając o możliwości kontaktu, nawet w przypadku otrzymania takiego upoważnienia bezpośrednio od chorego. Jedna z badanych opisuje zaistniają sytuacje w następujący sposób:

• „Moja dziewczyna miała wypadek, została potrącona autem, gdy jechała rowerem.Gdyby nie to, że jej mama mnie całkowicie akceptuje (…) nie miałabym prawa dowiadywać się o stanie zdrowia mojej partnerki. Ani odwiedzin w szpitalu do momentu odzyskania przytomności. Gdyby zginęła na miejscu, nie miałabym prawa do jej pochówku.”

Prawie jedna czwarta badanych (24,2%) wskazała na trudności związane ze wspólnym mieszkaniem (zakup, darowizna, lub przekazanie w spadku bez dodatkowych opłat) oraz kosztami związanymi z potraktowaniem w świetle prawa najbliższej osoby jako obcej, zaliczonej do tzw. III grupy podatkowej. Badani opisywali nieraz absurdalne sytuacje do jakich doprowadziły ich ograniczenia prawne:

• „Mimo że ja jestem oficjalnie właścicielką mieszkania, wspólnie je utrzymujemy, ale moja partnerka nie może oficjalnie ze swojego konta zaplacić czynszu.”

• „Moja partnerka nie może przelać mi na konto pieniędzy na rachunki, gdy ja nie mam wystarczających środków, gdyż jest prawnie dla mnie obcą osobą. Zatem na jakiej podstawie wysyła mi pieniądze?”

• „Na wypadek śmierci (…) moj majątek stanie się własnością mojego rodzeństwa, z którym nie utrzymuję kontaktu. Partner będzie musiał zapłacić wysoki podatek spadkowy i spłacić moje rodzeństwo.”

Na kim spoczywa odpowiedzialność?

Istotne problemy wynikające z braku możliwości sformalizowania związku nieheteroseksualnego dotyczą rownież doświadczeń w miejscu pracy lub związanych z wykonywanie zawodu oraz prowadzenia firmy (10% wskazań). Badani podkreślali, że w przypadku prowadzenia własnej działalności inne są regulacje dla małżeństw, a inne dla osób formalnie obcych. W miejscu pracy występowały utrudnione możliwości urlopu w święta (jako w tzw. „rodzinnym” okresie) czy też ograniczenia związane z wyjazdem za granicę na staż lub do innej komórki firmy razem ze swoim partnerem/swoją partnerką, co jest możliwe w przypadku par będących w związkach sformalizowanych:

• „Dostałam propozycję wyjazdu na 2-letni staż zagraniczny. Partnerka (która pracowała na tej samej uczelni) nie mogła wyjechać ze mną. W przypadku związków sformalizowanych mogą jechać obie osoby (i zazwyczaj jadą).”

Brak możliwości formalizacji związku osób LGBT ma więc ogromny wpływ na społeczne funkcjonowania związku. Bo jak też określić swój stan cywilny, status związku, a co za tym idzie komunikować się z otoczeniem, w momencie kiedy rozmowa schodzi na tematy życia prywatnego, sposobów spędzania wolnego czasu, planów wakacyjnych?

Dlatego nie dziwi fakt, że zdecydowana większość osób homoseksualnych nadal ukrywa swój związek przed otoczeniem. Z raportu „Sytuacja społeczna osób LGBT 2010-2011” wynika, że chociaż w porównaniu do poprzednich lat obniżyl się odsetek osób ukrywających swoją orientację w sferze publicznej (o 15 punktów procentowych w miejscu pracy), to nadal około 70% respondentów nie ujawnia swojej orientacji w miejscu pracy i w szkole/na uczelni a połowa ukrywa ją przed otoczeniem (np. przed sąsiadami), z czego 40% badanych to osoby żyjące w stałych związkach.

Co więc w przypadku bezpieczeństwa osób LGBT, oddelegowanych służbowo do krajów, w których ich orientacja seksualna lub tożsamośc płciowa może narazić na niebezpieczeństwo? Dane raportu ILGA z 2012 wskazują na to, że aż w 78 krajach homoseksualizm jest nielegalny, a w pięciu – Iranie, Arabii Saudyjskiej, Jemenie, Mauretanii i Sudanie – karany śmiercią. Ponadto w wielu państwach, mimo że homoseksualizm nie jest oficjalnie karany, przyznanie się do niego jest źle odbierane w konserwatywnych środowiskach, np. w Turcji. Na Litwie, w Rosji, Rumunii i Mołdawii zakazuje się manifestacji osób homoseksualnych. I chociaż Europa jest kontynentem na którym sytuacja prawna osób homoseksualnych jest najlepsza, również tutaj spotykają się one z dyskryminacją i naruszeniem własnych praw. Zdaniem organizacji ILGA, jednym z przykładów stanowią Węgry, gdzie pozycja homoseksualistów uległa pogorszeniu w momencie zatwierdzenia nowej konstytucji, która zamknęła możliwość legalizacji małżeństw między osobami jednej płci, określając małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny.

Wypowiedź byłego premiera z początku artykułu sugeruje zrozumienie dla zmian społecznych i kulturowych mających miejsce w polskim społeczeństwie. W czym jednakże przejawia się owo zrozumienie, jeśli rząd jednoznacznie odcina się od odpowiedzialności za ingerencję w prawo, które pozbawia osoby LGBT ochrony przed dyskryminacją i życiem jako pełna, równoważna, należąca do społeczeństwa grupa społeczna?

Małe i wielkie ojczyzny: Wielkanoc w Polsce

Na oblicze i obraz każdego regionu składa się wiele aspektów i cech. Zwracamy uwagę na jego mieszkańców, krajobraz kulturowy, różnice w języku i wymowie. Różnice te dotyczą więc wielu aspektów życia codziennego: kultury, obyczajów, sposobu obchodzenia świąt, tradycyjnych potraw, a także i usposobienia. I właśnie tym aspektom poświęcimy kilka kolejnych artykułów w ramach cyklu „Małe i wielkie ojczyzny”.

Regionalna tożsamość kulturowa w Polsce

Czasem uczucie przynależności do danego regionu jest silniejsze od przynależności do całego kraju. W Europie dotyczy to zwłaszcza francuskich i hiszpańskich Basków, których część uważa siebie za odrębny naród i w związku z tym domaga się utworzenia nowego państwa. Silne przynależność regionalna występuje również na południu Hiszpanii, przez co pytając mieszkańca Barcelony skąd pochodzi, usłyszymy „Katalonia”.

W Polsce różnice w zakresie kultury, gwary i odpowiadające im poczucie przynależności do poszczególnych grup regionalnych znacznie osłabło po II wojnie światowej. Przesunięcie granic państwa i masowe procesy migracyjne doprowadziły do przemieszczania ludności różnych regionów i do coraz szybszego zaniku dawnych odrębności kulturowych.

Tożsamość regionalna, czyli swoiste właściwości naszych „małych ojczyzn”, stają się jednak szczególnie zauważalne w momencie obchodzenia świąt. Nadchodząca Wielkanoc to dobra okazja do zaobserowania kilku interesujących różnic kulturowych w poszczególnych regionach Polski.

Wielkanoc Wielkanocy nie równa: Śląsk, Podbeskidzie, Zagłębie i region Częstochowski

Patrząc chociażby na Śląsk, Zagłębie, Częstochowę i Podbeskidzie – regiony położone stosunkowo bliskie siebie – można zauważyć wiele znaczących różnic związanych z obchodami Świąt Wielkanocnych. Przykładem może być zwyczaj odbarowywania swoich bliskich drobnymi upominkami wśród mieszkańców Śląska i Śląska Cieszyńskiego, podczas gdy w okolicach Zagłębia i Częstochowy wielkanocny „Zajączek” nie jest znany.

Kolejną ciekawą różnicą regionalną jest zwyczaj procesji konnej, czyli tzw. „procesja polna” lub „jazda krzyżowa”, charakterystyczna tylko i wyłącznie dla wybranych terenów Śląska. Zwyczaj ten, mający na celu zapewnić dobry urodzaj, znany był już w Polsce średniowiecznej i do terenów Śląskich dotarł stosunkowo późno (pierwsze wzmianki pochodzą z XIX wieku). Z biegiem czasu zaniknął niemal całkowicie, utrzymując się jednak na Śląsku i będąc kultywowanym do dzisiaj w poszczególnych regionach Śląska, m.in. w Gliwicach, jak również w okolicach Raciborza i Rybnika.

Wodzenie Judosza na Podbeskidziu

Kolejną różnicą w obchodach świąt jest znana na Podbeskidziu tradycja „wodzenia Judosza”, czyli pochodu przez miasto z kukłą Judosza, symbolizującą wypędzenia całego zła z miasta. Wśród zwyczajów które przetrwały do dziś należy też tradycyjne obmywanie się w Wiśle, dzięki czemu według przesądów woda płynąca z zachodu na wschód zyska uzdrowicielską moc. Po tak orzeźwiającej kąpieli należy też zgodnie z tradycją wypić kieliszek tatarczówki, czyli wódki w której moczono korzenie tataraku.

Wywołanki na Kujawach

Wielkanocny zwyczaj polewania się wodą, czyli znany w całej Polsce śmingus-dyngus, przybrał na Kujawach formę wyjątkowej zabawy, stając się tym samym doskonałą okazją do całorocznych rozrachunków pomiędzy chłopcami a dziewczynami. Zwyczaj ten znany jest na Kujawach pod nazwą „Przywoływek” albo „wywołanek” dyngusowych. Tradycja organizowania przywoływek sięga aż XVIII wieku i związana jest z Klubem Kawalerów w Szymborzu na Kujawach. W niedzielę wielkanocną kawalerowie z okolicy mieli zwyczaj spotykania się przy specjalnie w tym celu przygotowanej „ambonie”, z której następnie wykrzykiwano różne zabawne rymowanki pod adresem panien „na wydaniu”. Na pochlebny wierszyk mogły liczyć tylko panny, które zostały wcześniej „wykupione” przez swoich narzeczonych; pozostałe panie musiały się liczyć z ryzkiem usłyszenia nieco mniej pochlebnych rymowanek na swój temat. „Wywołanki” dyngusowe są kultywowane do dzisiaj w niemal niezmienionej formie przez tamtejszy Klub Kawalerów. Członkowie Klubu już dwa tygodnie przed świętami przyjmują w swojej siedzibie chłopaków gotowych „wykupić” swoje sympatie (szczegóły: tutaj).

Wbrew pozorom, Polska okazuje się być pełna mniejszych i większych różnic kulturowych, przejawiających się chociażby w takich kwestiach jak obchody poszczególnych dni świąt Wielkanocnych. W kolejnym artykule przyjrzymy się bliżej tematowi różnic regionalnych występujących w języku polskim.

Z okazji Świąt życzymy Państwu radości z odkrywania owych różnic i regionalnych skarbów Polski!

O budowaniu tożsamości polsko-żydowskiej w filmie „Powrót”

Tusia, jedna z bohaterek filmu dokumentalnego „Powrót”, urodziła się w Warszawie, ale połowę swojego życia spędziła w Nowym Jorku. Wychowując się w rodzinie katolickiej, jeszcze do niedawna nie wiedziała nic o swoich żydowskich korzeniach. Po paru latach postanawia przyjechać do Polski i odkryć na nowo kraj z którego pochodzi jej rodzina. Polka mieszkająca w Nowym Jorku? Amerykanka mieszkająca w Warszawie? Katoliczka i Żydówka? Jak pogodzić różne wersje siebie i swojej tożsamości?

return_Plakat„Powrót” (2012) to amerykański film dokumentalny opowiadający niezwykłą historię czterech kobiet, związanych na różne sposoby z Polską i budujących swoją tożsamość polsko-żydowską. Bohaterki filmu różnią się od siebie pod wieloma względami – feministka Kasia dorastała w rodzinie katolickiej, przez wiele lat nie wiedząc o swoim żydowskim pochodzeniu; Maria wychowała się w świeckiej rodzinie o żydowskich korzeniach, jej świat skonfrontowany zostaje jednak z nowymi wyzwaniami i wartościami w momencie poślubienia ortodoksyjnego Żyda; Katka to katoliczka pochodząca ze Słowacji, która przybywa do Polski ze względu na związek z Polskim Żydem; a Tusia, spędziwszy połowę swojego życia w Nowym Jorku, przybywa do Polski w celu odkrycia na nowo swoich żydowskich korzeni.

Reżyser filmu Adam Zucker, Amerykanin żydowskiego wyznania, odpowiadając na pytanie o przyczyny zainteresowanie tym tematem, wspominał o swoim polskim pochodzeniu: „Moi dziadkowie pochodzili z Galicji więc to są moje korzenie. W 2008 roku przeczytałem książkę o kulturze żydowskiej w Polsce. Później zainteresowałem się Festiwalem Kultury Żydowskiej, organizowanym w Krakowie. Poszedłem na ten festiwal i słuchałem opowieści ludzi o tym, jak byli katolikami i w pewnym momencie dowiadywali się, że są Żydami. Najbardziej poruszające były jednak myśli ludzi, którzy chcieli być Żydami w miejscu, gdzie nie wiadomo jak to zrobić! Zwłaszcza w miejscu, które było kiedyś wszystkim dla tej kultury.” (więcej: tutaj).

Premiera filmu miała miejsce 3 grudnia ubiegłego roku w Nowym Jorku w Museum of Jewish Heritage podczas której film spotkał się z bardzo pozytywnym przyjęciem przez amerykańską publiczność. Polscy widzowie bedą mogli zapoznać się z filmem na specjalnych pokazach w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie w czerwcu oraz w Warszawskim Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w lipcu bieżącego roku.

Więcej informacji o bohaterkach i twórcach na stronie internetowej filmu: tutaj.

Cudzoziemcy w Polsce

„Wszyscy o wszystkim mało wiemy” – tak w Podróżach z Herodotem pisał Ryszard Kapuściński.

Niewiedza ta jest częstą przyczyną nieporozumień międzykulturowych oraz powstawania krzywdzących stereotypów. Dlatego tak ważne jest budowanie kompetencji międzykulturowych, które umożliwiają nie tylko poznanie różnic kulturowych, ale przede wszystkim zrozumienie przyczyn ich powstawania. Rozwój kompetencji międzykulturowych prowadzi również do autorefleksji, w jakim stopniu nasza własna kultura wpływa na różne aspekty naszego zachowania oraz codziennego życia. Im więcej programów mających na celu przybliżenie nam ‘obcych’ kultur, tym większe szanse na nawiązanie dialogu i obalenie obiegowych opinii.

W dzisiejszym artykule przyjrzymy się nieco bliżej sytuacji cudzoziemców w Polsce, jak również przedstawimy kilka wartych uwagi inicjatyw społecznych, wzmacniających możliwości integracji w Polsce.

Jednokulturowa Polska?

Polska prezentuje się jako jeden z najbardziej homogenicznych krajów Unii Europejskiej. Jesteśmy narodem o jednolitym pochodzeniu etnicznym, gdzie zdecydowana większość obywateli deklaruje oficjalnie przynależność do jednej wiary – kościoła katolickiego.

Również zarejestrowana liczba cudzoziemców w naszym państwie stanowi zdecydowaną mniejszość w porównaniu do zachodnich krajów europejskich. Jak wynika z danych opracowanych przez Eurostat, w 2011 roku łączna liczba cudzoziemców przebywających na terytorium UE wynosiła 33,3 mln osób (w tym jedna trzecia tej grupy to obywatele innego państwa członkowskiego), stanowiąc prawie 7% ludności UE-27. Największa liczba cudzoziemców przebywała w Niemczech (7,2 mln), w Hiszpanii (5,6 mln) i we Włoszech (4,6 mln). W Polsce natomiast oficjalna liczba cudzoziemców to ok. 120 000 osób, czyli zaledwie 0,15% wszystkich mieszkańców (wg raportu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka). W grupie osób pochodzących z kraju poza UE do najliczniejszych społeczności cudzoziemców w Polsce należą Ukraińcy (37 679 osób), Wietnamczycy (13 404 osób), Rosjanie (11 160 osób) oraz Białorusini (11 160 osób).

Unbenannt

Zadziwiająco niski jest też odsetek osób którym przyznawany jest status uchodźcy: między latami 1991 i 2013 zaledwie 888 osób otrzymało taki status, przy czym do 2013 roku liczba złożonych wniosków wynosiła średnio 11 000 rocznie. Od wielu lat najliczniejszą grupę wśród osób ubiegających się w Polsce o ochronę stanowią obywatele Federacji Rosyjskiej (prawie jedna czwarta składanych wniosków), w tym większość to mieszkańcy republik kaukaskich. Pozostałe najliczniejsze grupy wnioskodawców stanowili Gruzini (8%), Syryjczycy (1,5%) i Ormianie (1,4%).

Nie zawsze tak było

Powyższe dane klarują kwestię sprowadzania dyskusji o zarządzaniu różnorodnością w Polsce głównie do trzech wymiarów, tzn. płci, niepełnosprawności i wieku. Tym samym zachodnioeuropejskie wymiary różnorodności takie jak narodowość i religia są u nas praktycznie nieobecne. Warto przy tej okazji wspomnieć, że sytuacja w Polsce nie zawsze przedstawiała się w ten sposób.

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, mniejszości narodowe stanowiły aż jedną trzecią mieszkańców ówczesnej Polski. Na terenie kraju mieszkali obok siebie nie tylko wyznawcy katolicyzmu, ale również prawosławia, judaizmu, protestantyzmu i islamu. Wg drugiego spisu powszechnego z 1931 roku, II Rzeczpospolitą zamieszkiwali m.in. Ukraińcy (10,1%), Żydzi (8,6%), Rusini (3,8%), oraz Niemcy (2,3%). Obecnie, pomimo pojawienia się nowych zjawisk migracyjnych, Polska nadal pozostaje krajem o ujemnym saldzie migracji, co oznacza, że więcej osób z Polski emigruje, niż do niej przyjeżdża.

Jak się żyje obcokrajowcom w Polsce?

Na pewno nie łatwo, jak wynika z badań Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jak wiadomo, język polski nie należy do najłatwiejszych do nauki, i na pewno odnalezienie się w tak jednolitej społeczności jest utrudnione. Nie zapominajmy jednakże, że zarówno sytuacja demograficzna polski (starzenie sie polskiego społeczeństwa) jak i narastająca emigracja, wskazują na konieczność wprowadzenia działań mających na celu zachęcenie obcokrajowców do przyjazdu do Polski, nie tylko jako do kraju tranzytowego, czyli stanowiącego przepustkę do bogatszych krajow Uni Europejskiej, ale przede wszystkim do osiedlenia się na stałe. Z tego też powodu zaobserwowano intensyfikację działań w tym obszarze podjętych w sektorach rządowym, samorządowym, pozarządowym, jak i w środowisku akademickim. Poniżej przedstawiamy kilka interesujących inicjatyw.

Lublin da się lubić

Chociaż największa grupa cudzoziemców przebywa w stolicy (ok. 40% wniosków dotyczących legalizacji pobytu jest składanych właśnie w Warszawie), to jednak do najchętniej wybieranych miejscowości w Polsce należy Lublin. Lubelszczyzna oferuje obcokrajowcom liczne korzystne warunki do osiedlenia: usytuowanie przy wschodniej granicy, porównywalnie niskie koszty życia, ośrodek akademicki o wysokim poziomie nauczania, ale i również (a może przede wszystkim?) różnorodne działania na szczeblu lokalnym mające na celu zaangażowanie obu stron w celu wzajemnego poznania i integracji. „Lublin jest prawdopodobnie jedynym miastem w Polsce o tak dobrze rozwiniętej ofercie integracyjnej dla cudzoziemców. Od działań preintegracyjnych realizowanych przez wolontariuszy lubelskiego Centrum Wolontariatu w Ośrodkach dla Cudzoziemców, przez działania stricte pomocowe związane z zabezpieczeniem socjalnym i wsparciem psychologicznym realizowane przez Caritas Archidiecezji Lubelskiej, przez rzecznictwo na rzecz grup mniejszościowych i wykluczonych, które świadczy Stowarzyszenie Homo Faber, aż do poradnictwa prawnego, w które zaangażowani są pracownicy i wolontariusze Fundacji Instytut na Rzecz Państwa Prawa” – wymienia dr Wojciech Wciseł (szczegóły: tutaj).

„Bo byłem przybyszem…”

Jednym z przykładów działań mających na celu zwiększenie świadomości społecznej i akceptacji Polaków na zjawiska migracji jest kampania społeczna „Bo byłem przybyszem”, realizowana przez Centrum Wolontariatu w Lublinie. Inicjatywa obejmowała działania prowadzone na terenie Polski wschodniej, w regionach lubelskim, podlaskim i podkarpackim. Bohaterowie kampanii – obcokrajowcy pochodzący z krajów poza UE – pojawiali się w kilku odsłonach: najpierw na billboardach, potem w serii krótkich filmów oraz spotów reklamowych (jeden z nich prezentujemy poniżej) emitowanych w Telewizji Lublin, a także za pośrednictwem audycji w Radiu Lublin. Dodatkowo w ramach kampanii zorganizowane zostało też „Miasteczko Integracyjne”, czyli tygodniowe warsztaty i spotkania z cudzoziemcami mieszkającymi na terenie Lubelszczyzny. Wydarzenie to przyciągnęło ok. 200 uczestników – młodzież, studentów, ale również osoby dorosłe z całej Polski. Ponadto projekt ten zainspirował środowisko wolontariuszy, studentów, dziennikarzy i osób zaangażowanych społecznie do dalszych działań, w związku z czym kolejne spotkania i warsztaty organizowane są w ramach corocznego już „Miasteczka Integracyjnego”.

Polski Erasmus dla Ukrainy

Kolejna interesująca inicjatywa budująca dialog międzykulturowy i wspomagająca osoby przybywające do nas zza wschodniej granicy to tzw. Polski Erasmus dla Ukrainy, czyli program stypendiów naukowych dla studentów z Ukrainy, wprowadzony w 2014 roku. Dofinansowanie polskiego rządu obejmuje studia licencjackie, magisterskie i doktoranckie na polskich uczelniach oraz koszty utrzymania w czasie rocznego pobytu w Polsce. Program ten działa więc na podobnym założeniu jak programy unijne dotyczące wymiany studenckiej Erasmus i Erasmus+. W 2014 roku przyznano ok. 100 stypendiów, zwłaszcza studentom pochodzącym z terenów objętych działaniami militarnymi (z obwodów ługańskiego i donieckiego oraz z Krymu), z kolei przewidywana liczba stypendiów w 2015 roku to 400. „Kiedyś to Polska znajdowała się w sytuacji, gdy inne kraje Europy Zachodniej, Stany Zjednoczone wspierały nas programami stypendialnymi, edukacyjnymi. Teraz taką pomoc kierujemy do Ukrainy. Liczę, że młodzi ludzie, którzy przyjadą do Polski na stypendia, wrócą na Ukrainę z pomysłami na budowanie demokratycznego państwa, które będzie ważną częścią Europy” – mówiła o programie prof. Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

„Tu mieszkamy” – cudzoziemcy w Warszawie

„Tu mieszkamy” to cykl dwudziestu trzech spotkań z cudzoziemcami pochodzącymi spoza Unii Europejskiej a mieszkającymi w Polsce, organizowany przez Instytut Reportażu w Warszawie. Spotkania odbywają się regularnie w Faktycznym Domu Kultury w Warszawie i trwają do czerwca 2015 roku. Każde z nich prowadzi reporter/reporterka zajmujący/-a się danym krajem lub regionem. Zaproszeni goście opowiadają o swoim kraju pochodzenia, jego kulturze, przyczynach przyjazdu do Polski i wrażeniach zarówno o naszym kraju, jak i Polakach. Spotkania te są często okazją do wzięcia udziału w warsztatach (np. kulinarnych), lub też prezentacji książek, zdjęć oraz filmów nawiązujących do tematyki omawianego kraju. Do tej pory spotkania odbyły się już m. in. z osobami pochodzącymi z Ukrainy, Rosji, Filipin, Syrii, Wietnamu, Kenii, Kongo, Białorusi, Turcji, Czeczenii i Brazylii. Bohaterami kolejnego spotkania we wtorek 24 marca będą z kolei Australijczycy (szczegóły: tutaj).

Wbrew powszechnej opinii, Polska nie jest jednak do końca tak jednolita i monokulturowa, jakby się to mogło wydawać. Wyróżnione regiony etnograficzne w naszym kraju takie jak Śląsk, Pomorze, Mazowsze i Małopolska to obszary zróżnicowane pod wieloma względami – kultury, zwyczajów, kuchni, a nawet języka (np. odwieczny spór o wyjście „na pole”, „na dwór” czy też „na podwórko”). Temat ten przybliżymy Państwu w naszym kolejnym artykule.