O budowaniu tożsamości polsko-żydowskiej w filmie „Powrót”

Tusia, jedna z bohaterek filmu dokumentalnego „Powrót”, urodziła się w Warszawie, ale połowę swojego życia spędziła w Nowym Jorku. Wychowując się w rodzinie katolickiej, jeszcze do niedawna nie wiedziała nic o swoich żydowskich korzeniach. Po paru latach postanawia przyjechać do Polski i odkryć na nowo kraj z którego pochodzi jej rodzina. Polka mieszkająca w Nowym Jorku? Amerykanka mieszkająca w Warszawie? Katoliczka i Żydówka? Jak pogodzić różne wersje siebie i swojej tożsamości?

return_Plakat„Powrót” (2012) to amerykański film dokumentalny opowiadający niezwykłą historię czterech kobiet, związanych na różne sposoby z Polską i budujących swoją tożsamość polsko-żydowską. Bohaterki filmu różnią się od siebie pod wieloma względami – feministka Kasia dorastała w rodzinie katolickiej, przez wiele lat nie wiedząc o swoim żydowskim pochodzeniu; Maria wychowała się w świeckiej rodzinie o żydowskich korzeniach, jej świat skonfrontowany zostaje jednak z nowymi wyzwaniami i wartościami w momencie poślubienia ortodoksyjnego Żyda; Katka to katoliczka pochodząca ze Słowacji, która przybywa do Polski ze względu na związek z Polskim Żydem; a Tusia, spędziwszy połowę swojego życia w Nowym Jorku, przybywa do Polski w celu odkrycia na nowo swoich żydowskich korzeni.

Reżyser filmu Adam Zucker, Amerykanin żydowskiego wyznania, odpowiadając na pytanie o przyczyny zainteresowanie tym tematem, wspominał o swoim polskim pochodzeniu: „Moi dziadkowie pochodzili z Galicji więc to są moje korzenie. W 2008 roku przeczytałem książkę o kulturze żydowskiej w Polsce. Później zainteresowałem się Festiwalem Kultury Żydowskiej, organizowanym w Krakowie. Poszedłem na ten festiwal i słuchałem opowieści ludzi o tym, jak byli katolikami i w pewnym momencie dowiadywali się, że są Żydami. Najbardziej poruszające były jednak myśli ludzi, którzy chcieli być Żydami w miejscu, gdzie nie wiadomo jak to zrobić! Zwłaszcza w miejscu, które było kiedyś wszystkim dla tej kultury.” (więcej: tutaj).

Premiera filmu miała miejsce 3 grudnia ubiegłego roku w Nowym Jorku w Museum of Jewish Heritage podczas której film spotkał się z bardzo pozytywnym przyjęciem przez amerykańską publiczność. Polscy widzowie bedą mogli zapoznać się z filmem na specjalnych pokazach w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie w czerwcu oraz w Warszawskim Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w lipcu bieżącego roku.

Więcej informacji o bohaterkach i twórcach na stronie internetowej filmu: tutaj.

Reklamy

Dzień Kobiet, Dzień Kobiet, niech każdy się dowie, że…. Goździk ≠ Feminizm.

Czy kobieta rezygnująca z kariery zawodowej na rzecz prowadzenia domu może głosić swoją niezależność mówiąc o sobie: „jestem feministką”? Czy pełen erotyzmu występ znanej piosenkarki w otoczeniu półnagich tancerzy i tancerek na tle wielkiego transparentu z napisem „feminizm” można traktować jako manifest feministyczny? A może feministki to brzydkie i zakompleksione kobiety, którym się nie powiodło? Gdzie kończy się, a gdzie zaczyna feminizm, i kto ma prawo o tym decydować? Zbliżający się Dzień Kobiet i „Manifa 2015” są być może dobrą okazją do refleksji nad sytuacją kobiet i ruchem feministycznym w Polsce.

Dzień Kobiet świętem komunistycznym? Obalamy mity

8 marca obchodzimy Dzień Kobiet, niezwykle interesujące święto z uwagi na jego przewrotną historię. Istnieje wiele teorii dotyczących pochodzenia święta: niektórzy upatrują jego początek już w starożytnym Rzymie, kiedy to w pierwszym tygodniu marca obchodzono tzw. Matrynalia, czyli święto związane z macierzyństwem, płodnością i początkiem nowego roku. Inni wskazują na Nowy York w 1857 roku i strajk grupy kobiet w fabryce bawełny, domagających się krótszego dnia pracy oraz równych płac. Aby upamiętnić to wydarzenie, 8 marca 1908 roku na ulicach Nowego Jorku odbył się marsz 15 000 pracownic zakładów odzieżowych, domagających się praw politycznych i ekonomicznych dla kobiet.

Za osobę odpowiedzialną za wprowadzenie Międzynarodowego Dnia Kobiet w Europie uznaje się z kolei niemiecką socjalistkę Clarę Zetkin. To dzięki niej zatwierdzono ustanowienie Dnia Kobiet w celu budowania społecznego poparcia dla powszechnych praw wyborczych podczas Międzynarodowego Kongresu Kobiet Socjalistek, odbywającego się w Kopenhadze w 1910 roku (więcej szczegółów: tutaj)

W Polsce Dzień Kobiet przywołuje skojarzenia z komunizmem, ponieważ zaczął być praktykowany dopiero w okresie PRL-u. Święto to obchodzono obowiązkowo w zakładach pracy i szkołach, kobietom wręczano wtedy kwiaty (słynne goździki lub tulipany!) a w mediach prezentowano portrety kobiet z różnych sektorów życia gospodarczego. Podkreślano tym samym zaangażowanie zawodowe kobiet w różnych dziedzinach życia społecznego. Obecnie Dzień Kobiet często kojarzony jest z corocznie organizowanym pochodem feministycznym „Manifa” na rzecz równego traktowania kobiet i mężczyzn.

Być kobietą w Polsce

W przeciągu dwudziestu lat od upadku PRL-u w 1989 roku, ruch feministyczny w Polsce stał się dobrze znany, przez co z jednej strony nie wywołuje już takiej ekscytacji jak dawniej, ale z drugiej strony nie pokłada się w nim już tak wielkich nadziei jak kiedyś. W tym roku mija 6 lat od zorganizowania pierwszego Kongresu Kobiet oraz 3 lata od wejścia w życie ustawy o parytetach płci na listach wyborczych, a tegoroczna „Manifa” obchodzi już 15 urodziny.

W badaniach Komisji Europejskiej z 2009 roku, Polki znalazły się na czele listy jednych z najbardziej przedsiębiorczych kobiet w Europie (ponad 36% menedżerów w Polsce to kobiety, lepiej w badaniach wypadły tylko Francuzki, Litwinki i Łotyszki). Dodatkowo z raportu PwC „Kobiety menedżerami przyszłości” opublikowanym w lutym 2015 wynika, że współczesne Polki są nie tylko bardziej aktywne na rynku pracy i pewne swoich umiejętności, ale również bardziej wymagające i krytyczne w wyborze pracodawcy: „62% ankietowanych zwraca uwagę na to, czy dana firma realizuje politykę „gender diversity” (różnorodności płci). Jeszcze bardziej istotne dla kobiet jest to, czy firma realizuje działania mające na celu zapewnienie równowagi w życiu zawodowym i prywatnym” – czytamy w raporcie. Chęć robienia zagranicznej kariery deklaruje aż 69% badanych kobiet, co stanowi najwyższy jak dotąd zanotowany wskaźnik. Ponadto, jak wynika z analizy Deloitte, coraz więcej polskich mężczyzn deklaruje gotowość poświęcenia własnej kariery w celu wsparcia rozwoju zawodowego partnerki.

gotowość na poświęcenie własnej kariery

Równocześnie jednak z tych samych badań wynika, że stanowisko menedżera stanowi w Polsce szczyt kobiecych możliwości. Wg raportu Komisji Europejskiej, w 2009 roku tylko 2% najwyższych stanowisk w dużych firmach zajmowały kobiety. „Kobiecej przedsiębiorczości sprzyja nierówność, bezrobocie i niski poziom rozwoju gospodarczego. Polki, Portugalki czy Litwinki rzadko zakładają firmę dla niezależności i samorealizacji, częściej by przeżyć i utrzymać rodzinę” – tłumaczy dr Ewa Lisowska ze Szkoły Głównej Handlowej w artykule Newsweeka poświęconym temu tematowi. Również nie brakuje sceptycznych głosów dotyczących zaangażowania kobiet w politykę. Przyjęcie przez Sejm ustawy o obowiązkowych 35% na listach wyborczych dla kobiet traktowane jest dopiero jako początek działań do uzyskania 50-procentowego podziału mandatów.

Co poszło nie tak z polskim feminizmem?

Zastanawiający jest też stosunek Polaków do feminizmu. W porównaniu do 2000 roku mniej osób uznaje dziś feminizm za ruch potrzebny, jak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez CBOS „Komu w Polsce żyje się lepiej”. Temat niechęci kobiet do utożsamiania się z ideologią feministyczną w Polsce poruszyła ostatnio Natalia Waloch-Matlakiewicz. Na łamach miesięcznika Wysokich Obcasów Extra autorka pisze o tym, dlaczego tyle kobiet broni się przed określeniem „feministka”: „Gdyby ktoś ogłosił, że mamy nosić burki i być ozdobą swojego mężczyzny, to wyszłybyśmy protestować na ulice. Za nic nie zrezygnowałybyśmy z prawa do studiowania, pracowania i decydowania o sobie, ale choć obiema rękami podpisujemy się pod zasługami ruchów kobiecych, nie chcemy się nazywać feministkami. (…) Co więc poszło nie tak?”

Częściową odpowiedzialność za negatywny obraz feminizmu w Polsce przypisuje się samym organizacjom kobiecym. Feministyczny dyskurs o sytuacji kobiet w Polsce sprowadza się głównie do tematu walki o prawa reprodukcyjne, podczas gdy ogromna liczba Polek boryka się na co dzień z wieloma innymi, a jednak zdecydowanie mniej nagłaśnianymi problemami. W badaniach Deloitte analizujących sytuację kobiet na rynkach wybranych krajów europejskich po dziesięciu latach przystąpienia do Unii Europejskiej wypadamy niestety najgorzej, jako kraj w którym możliwości pogodzenia kariery zawodowej z życiem rodzinnym są najbardziej utrudnione (poprzez np. brak wystarczającej ilości miejsc w żłobkach i przedszkolach).

Work-life_balance

Krytykowany jest również styl wypowiedzi praktykowany przez najbardziej rozpoznawalne działaczki ruchu feministycznego. Co nas zniechęca do feminizmu to nieustająca retoryka walki, pełna agresji i prowokacji, niepozostawiająca miejsca na debatę, nie wspominając już o sprzeciwie wobec pewnych kwestii.

Tymczasem feminizm w pierwotnym znaczeniu to po prostu równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Prawo do tego, aby kobieta otrzymała te same szanse awansu co mężczyzna na podobnym stanowisku, to samo wynagrodzenie oraz do tego, aby mężczyzna decydujący się na pozostanie w domu w celu wychowania dzieci, nie był uznany za mniej „męskiego”. Nie zapominajmy jednak o tym, że równouprawnienie oznacza również prawo kobiet do wyboru rodziny i wychowania dzieci ponad karierą, bez pogardliwego określania ich mianem „kury domowej”, jak również prawo artystki, która zdecydowała się na świadome pokazanie swojego ciała na scenie, do określania siebie i swojej działalności jako feministyczną, bez względu na reakcję ruchów kobiecych. Nie chodzi tutaj również o zrównanie płci, ponieważ kobiety różnią się między sobą w wyznawanych poglądach, i tak podczas gdy jednym łatwiej przyjdzie przyswojenie nowych ról, inne zdadzą się na utarte wzorce.

Warto też pamiętać o tym, że pewne różnice między kobietami i mężczyznami mają często podłoże kulturowe. Pocałowanie kobiety w dłoń przez mężczyznę niekoniecznie sugeruje szowinistyczne zapędy całującego, a może wynikać z kwestii wychowania w danej kulturze.

Feminizm nie oznacza więc walki między kobietami i mężczyznami, walki kobiet z innymi kobietami – tych bardziej liberalnych z konserwatystkami, czy też walki przeciwko kobiecości. To dialog oparty na wzajemnym szacunku, angażujący obie strony i odnoszący się zarówno do sytuacji kobiet, jak i mężczyzn. Do takiego dialogu zachęcała aktorka Emma Watson w przemowie wygłoszonej na Zgromadzeniu Generalnym ONZ.
W ramach inauguracji kampanii HeForShe, zapraszającej mężczyzn do włączenia się w walkę o równouprawnienie, aktorka tłumaczyła co tak naprawdę oznacza feminizm:
„Ja miałam szczęście. Moje życie było uprzywilejowane, gdyż rodzice nie kochali mnie mniej, ponieważ urodziła im się córka. Moja szkoła nie ograniczała mnie, ponieważ byłam dziewczynką. Moi mentorzy nie zakładali z góry, że osiągnę mniej, ponieważ kiedyś mogę urodzić dziecko. To przykłady osób będących ambasadorami równości płci. Być może nie zdając sobie z tego sprawy, należą do grona niezamierzonych feministów, którzy zmieniają dzisiaj świat.”

I takiego właśnie dialogu życzymy zarówno Paniom – bohaterkom tego szczególnego dnia jakim jest Dzień Kobiet – jak i nam wszystkim.