Małe i wielkie ojczyzny: Wielkanoc w Polsce

Na oblicze i obraz każdego regionu składa się wiele aspektów i cech. Zwracamy uwagę na jego mieszkańców, krajobraz kulturowy, różnice w języku i wymowie. Różnice te dotyczą więc wielu aspektów życia codziennego: kultury, obyczajów, sposobu obchodzenia świąt, tradycyjnych potraw, a także i usposobienia. I właśnie tym aspektom poświęcimy kilka kolejnych artykułów w ramach cyklu „Małe i wielkie ojczyzny”.

Regionalna tożsamość kulturowa w Polsce

Czasem uczucie przynależności do danego regionu jest silniejsze od przynależności do całego kraju. W Europie dotyczy to zwłaszcza francuskich i hiszpańskich Basków, których część uważa siebie za odrębny naród i w związku z tym domaga się utworzenia nowego państwa. Silne przynależność regionalna występuje również na południu Hiszpanii, przez co pytając mieszkańca Barcelony skąd pochodzi, usłyszymy „Katalonia”.

W Polsce różnice w zakresie kultury, gwary i odpowiadające im poczucie przynależności do poszczególnych grup regionalnych znacznie osłabło po II wojnie światowej. Przesunięcie granic państwa i masowe procesy migracyjne doprowadziły do przemieszczania ludności różnych regionów i do coraz szybszego zaniku dawnych odrębności kulturowych.

Tożsamość regionalna, czyli swoiste właściwości naszych „małych ojczyzn”, stają się jednak szczególnie zauważalne w momencie obchodzenia świąt. Nadchodząca Wielkanoc to dobra okazja do zaobserowania kilku interesujących różnic kulturowych w poszczególnych regionach Polski.

Wielkanoc Wielkanocy nie równa: Śląsk, Podbeskidzie, Zagłębie i region Częstochowski

Patrząc chociażby na Śląsk, Zagłębie, Częstochowę i Podbeskidzie – regiony położone stosunkowo bliskie siebie – można zauważyć wiele znaczących różnic związanych z obchodami Świąt Wielkanocnych. Przykładem może być zwyczaj odbarowywania swoich bliskich drobnymi upominkami wśród mieszkańców Śląska i Śląska Cieszyńskiego, podczas gdy w okolicach Zagłębia i Częstochowy wielkanocny „Zajączek” nie jest znany.

Kolejną ciekawą różnicą regionalną jest zwyczaj procesji konnej, czyli tzw. „procesja polna” lub „jazda krzyżowa”, charakterystyczna tylko i wyłącznie dla wybranych terenów Śląska. Zwyczaj ten, mający na celu zapewnić dobry urodzaj, znany był już w Polsce średniowiecznej i do terenów Śląskich dotarł stosunkowo późno (pierwsze wzmianki pochodzą z XIX wieku). Z biegiem czasu zaniknął niemal całkowicie, utrzymując się jednak na Śląsku i będąc kultywowanym do dzisiaj w poszczególnych regionach Śląska, m.in. w Gliwicach, jak również w okolicach Raciborza i Rybnika.

Wodzenie Judosza na Podbeskidziu

Kolejną różnicą w obchodach świąt jest znana na Podbeskidziu tradycja „wodzenia Judosza”, czyli pochodu przez miasto z kukłą Judosza, symbolizującą wypędzenia całego zła z miasta. Wśród zwyczajów które przetrwały do dziś należy też tradycyjne obmywanie się w Wiśle, dzięki czemu według przesądów woda płynąca z zachodu na wschód zyska uzdrowicielską moc. Po tak orzeźwiającej kąpieli należy też zgodnie z tradycją wypić kieliszek tatarczówki, czyli wódki w której moczono korzenie tataraku.

Wywołanki na Kujawach

Wielkanocny zwyczaj polewania się wodą, czyli znany w całej Polsce śmingus-dyngus, przybrał na Kujawach formę wyjątkowej zabawy, stając się tym samym doskonałą okazją do całorocznych rozrachunków pomiędzy chłopcami a dziewczynami. Zwyczaj ten znany jest na Kujawach pod nazwą „Przywoływek” albo „wywołanek” dyngusowych. Tradycja organizowania przywoływek sięga aż XVIII wieku i związana jest z Klubem Kawalerów w Szymborzu na Kujawach. W niedzielę wielkanocną kawalerowie z okolicy mieli zwyczaj spotykania się przy specjalnie w tym celu przygotowanej „ambonie”, z której następnie wykrzykiwano różne zabawne rymowanki pod adresem panien „na wydaniu”. Na pochlebny wierszyk mogły liczyć tylko panny, które zostały wcześniej „wykupione” przez swoich narzeczonych; pozostałe panie musiały się liczyć z ryzkiem usłyszenia nieco mniej pochlebnych rymowanek na swój temat. „Wywołanki” dyngusowe są kultywowane do dzisiaj w niemal niezmienionej formie przez tamtejszy Klub Kawalerów. Członkowie Klubu już dwa tygodnie przed świętami przyjmują w swojej siedzibie chłopaków gotowych „wykupić” swoje sympatie (szczegóły: tutaj).

Wbrew pozorom, Polska okazuje się być pełna mniejszych i większych różnic kulturowych, przejawiających się chociażby w takich kwestiach jak obchody poszczególnych dni świąt Wielkanocnych. W kolejnym artykule przyjrzymy się bliżej tematowi różnic regionalnych występujących w języku polskim.

Z okazji Świąt życzymy Państwu radości z odkrywania owych różnic i regionalnych skarbów Polski!

Reklamy

O budowaniu tożsamości polsko-żydowskiej w filmie „Powrót”

Tusia, jedna z bohaterek filmu dokumentalnego „Powrót”, urodziła się w Warszawie, ale połowę swojego życia spędziła w Nowym Jorku. Wychowując się w rodzinie katolickiej, jeszcze do niedawna nie wiedziała nic o swoich żydowskich korzeniach. Po paru latach postanawia przyjechać do Polski i odkryć na nowo kraj z którego pochodzi jej rodzina. Polka mieszkająca w Nowym Jorku? Amerykanka mieszkająca w Warszawie? Katoliczka i Żydówka? Jak pogodzić różne wersje siebie i swojej tożsamości?

return_Plakat„Powrót” (2012) to amerykański film dokumentalny opowiadający niezwykłą historię czterech kobiet, związanych na różne sposoby z Polską i budujących swoją tożsamość polsko-żydowską. Bohaterki filmu różnią się od siebie pod wieloma względami – feministka Kasia dorastała w rodzinie katolickiej, przez wiele lat nie wiedząc o swoim żydowskim pochodzeniu; Maria wychowała się w świeckiej rodzinie o żydowskich korzeniach, jej świat skonfrontowany zostaje jednak z nowymi wyzwaniami i wartościami w momencie poślubienia ortodoksyjnego Żyda; Katka to katoliczka pochodząca ze Słowacji, która przybywa do Polski ze względu na związek z Polskim Żydem; a Tusia, spędziwszy połowę swojego życia w Nowym Jorku, przybywa do Polski w celu odkrycia na nowo swoich żydowskich korzeni.

Reżyser filmu Adam Zucker, Amerykanin żydowskiego wyznania, odpowiadając na pytanie o przyczyny zainteresowanie tym tematem, wspominał o swoim polskim pochodzeniu: „Moi dziadkowie pochodzili z Galicji więc to są moje korzenie. W 2008 roku przeczytałem książkę o kulturze żydowskiej w Polsce. Później zainteresowałem się Festiwalem Kultury Żydowskiej, organizowanym w Krakowie. Poszedłem na ten festiwal i słuchałem opowieści ludzi o tym, jak byli katolikami i w pewnym momencie dowiadywali się, że są Żydami. Najbardziej poruszające były jednak myśli ludzi, którzy chcieli być Żydami w miejscu, gdzie nie wiadomo jak to zrobić! Zwłaszcza w miejscu, które było kiedyś wszystkim dla tej kultury.” (więcej: tutaj).

Premiera filmu miała miejsce 3 grudnia ubiegłego roku w Nowym Jorku w Museum of Jewish Heritage podczas której film spotkał się z bardzo pozytywnym przyjęciem przez amerykańską publiczność. Polscy widzowie bedą mogli zapoznać się z filmem na specjalnych pokazach w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie w czerwcu oraz w Warszawskim Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w lipcu bieżącego roku.

Więcej informacji o bohaterkach i twórcach na stronie internetowej filmu: tutaj.

Cudzoziemcy w Polsce

„Wszyscy o wszystkim mało wiemy” – tak w Podróżach z Herodotem pisał Ryszard Kapuściński.

Niewiedza ta jest częstą przyczyną nieporozumień międzykulturowych oraz powstawania krzywdzących stereotypów. Dlatego tak ważne jest budowanie kompetencji międzykulturowych, które umożliwiają nie tylko poznanie różnic kulturowych, ale przede wszystkim zrozumienie przyczyn ich powstawania. Rozwój kompetencji międzykulturowych prowadzi również do autorefleksji, w jakim stopniu nasza własna kultura wpływa na różne aspekty naszego zachowania oraz codziennego życia. Im więcej programów mających na celu przybliżenie nam ‘obcych’ kultur, tym większe szanse na nawiązanie dialogu i obalenie obiegowych opinii.

W dzisiejszym artykule przyjrzymy się nieco bliżej sytuacji cudzoziemców w Polsce, jak również przedstawimy kilka wartych uwagi inicjatyw społecznych, wzmacniających możliwości integracji w Polsce.

Jednokulturowa Polska?

Polska prezentuje się jako jeden z najbardziej homogenicznych krajów Unii Europejskiej. Jesteśmy narodem o jednolitym pochodzeniu etnicznym, gdzie zdecydowana większość obywateli deklaruje oficjalnie przynależność do jednej wiary – kościoła katolickiego.

Również zarejestrowana liczba cudzoziemców w naszym państwie stanowi zdecydowaną mniejszość w porównaniu do zachodnich krajów europejskich. Jak wynika z danych opracowanych przez Eurostat, w 2011 roku łączna liczba cudzoziemców przebywających na terytorium UE wynosiła 33,3 mln osób (w tym jedna trzecia tej grupy to obywatele innego państwa członkowskiego), stanowiąc prawie 7% ludności UE-27. Największa liczba cudzoziemców przebywała w Niemczech (7,2 mln), w Hiszpanii (5,6 mln) i we Włoszech (4,6 mln). W Polsce natomiast oficjalna liczba cudzoziemców to ok. 120 000 osób, czyli zaledwie 0,15% wszystkich mieszkańców (wg raportu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka). W grupie osób pochodzących z kraju poza UE do najliczniejszych społeczności cudzoziemców w Polsce należą Ukraińcy (37 679 osób), Wietnamczycy (13 404 osób), Rosjanie (11 160 osób) oraz Białorusini (11 160 osób).

Unbenannt

Zadziwiająco niski jest też odsetek osób którym przyznawany jest status uchodźcy: między latami 1991 i 2013 zaledwie 888 osób otrzymało taki status, przy czym do 2013 roku liczba złożonych wniosków wynosiła średnio 11 000 rocznie. Od wielu lat najliczniejszą grupę wśród osób ubiegających się w Polsce o ochronę stanowią obywatele Federacji Rosyjskiej (prawie jedna czwarta składanych wniosków), w tym większość to mieszkańcy republik kaukaskich. Pozostałe najliczniejsze grupy wnioskodawców stanowili Gruzini (8%), Syryjczycy (1,5%) i Ormianie (1,4%).

Nie zawsze tak było

Powyższe dane klarują kwestię sprowadzania dyskusji o zarządzaniu różnorodnością w Polsce głównie do trzech wymiarów, tzn. płci, niepełnosprawności i wieku. Tym samym zachodnioeuropejskie wymiary różnorodności takie jak narodowość i religia są u nas praktycznie nieobecne. Warto przy tej okazji wspomnieć, że sytuacja w Polsce nie zawsze przedstawiała się w ten sposób.

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, mniejszości narodowe stanowiły aż jedną trzecią mieszkańców ówczesnej Polski. Na terenie kraju mieszkali obok siebie nie tylko wyznawcy katolicyzmu, ale również prawosławia, judaizmu, protestantyzmu i islamu. Wg drugiego spisu powszechnego z 1931 roku, II Rzeczpospolitą zamieszkiwali m.in. Ukraińcy (10,1%), Żydzi (8,6%), Rusini (3,8%), oraz Niemcy (2,3%). Obecnie, pomimo pojawienia się nowych zjawisk migracyjnych, Polska nadal pozostaje krajem o ujemnym saldzie migracji, co oznacza, że więcej osób z Polski emigruje, niż do niej przyjeżdża.

Jak się żyje obcokrajowcom w Polsce?

Na pewno nie łatwo, jak wynika z badań Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jak wiadomo, język polski nie należy do najłatwiejszych do nauki, i na pewno odnalezienie się w tak jednolitej społeczności jest utrudnione. Nie zapominajmy jednakże, że zarówno sytuacja demograficzna polski (starzenie sie polskiego społeczeństwa) jak i narastająca emigracja, wskazują na konieczność wprowadzenia działań mających na celu zachęcenie obcokrajowców do przyjazdu do Polski, nie tylko jako do kraju tranzytowego, czyli stanowiącego przepustkę do bogatszych krajow Uni Europejskiej, ale przede wszystkim do osiedlenia się na stałe. Z tego też powodu zaobserwowano intensyfikację działań w tym obszarze podjętych w sektorach rządowym, samorządowym, pozarządowym, jak i w środowisku akademickim. Poniżej przedstawiamy kilka interesujących inicjatyw.

Lublin da się lubić

Chociaż największa grupa cudzoziemców przebywa w stolicy (ok. 40% wniosków dotyczących legalizacji pobytu jest składanych właśnie w Warszawie), to jednak do najchętniej wybieranych miejscowości w Polsce należy Lublin. Lubelszczyzna oferuje obcokrajowcom liczne korzystne warunki do osiedlenia: usytuowanie przy wschodniej granicy, porównywalnie niskie koszty życia, ośrodek akademicki o wysokim poziomie nauczania, ale i również (a może przede wszystkim?) różnorodne działania na szczeblu lokalnym mające na celu zaangażowanie obu stron w celu wzajemnego poznania i integracji. „Lublin jest prawdopodobnie jedynym miastem w Polsce o tak dobrze rozwiniętej ofercie integracyjnej dla cudzoziemców. Od działań preintegracyjnych realizowanych przez wolontariuszy lubelskiego Centrum Wolontariatu w Ośrodkach dla Cudzoziemców, przez działania stricte pomocowe związane z zabezpieczeniem socjalnym i wsparciem psychologicznym realizowane przez Caritas Archidiecezji Lubelskiej, przez rzecznictwo na rzecz grup mniejszościowych i wykluczonych, które świadczy Stowarzyszenie Homo Faber, aż do poradnictwa prawnego, w które zaangażowani są pracownicy i wolontariusze Fundacji Instytut na Rzecz Państwa Prawa” – wymienia dr Wojciech Wciseł (szczegóły: tutaj).

„Bo byłem przybyszem…”

Jednym z przykładów działań mających na celu zwiększenie świadomości społecznej i akceptacji Polaków na zjawiska migracji jest kampania społeczna „Bo byłem przybyszem”, realizowana przez Centrum Wolontariatu w Lublinie. Inicjatywa obejmowała działania prowadzone na terenie Polski wschodniej, w regionach lubelskim, podlaskim i podkarpackim. Bohaterowie kampanii – obcokrajowcy pochodzący z krajów poza UE – pojawiali się w kilku odsłonach: najpierw na billboardach, potem w serii krótkich filmów oraz spotów reklamowych (jeden z nich prezentujemy poniżej) emitowanych w Telewizji Lublin, a także za pośrednictwem audycji w Radiu Lublin. Dodatkowo w ramach kampanii zorganizowane zostało też „Miasteczko Integracyjne”, czyli tygodniowe warsztaty i spotkania z cudzoziemcami mieszkającymi na terenie Lubelszczyzny. Wydarzenie to przyciągnęło ok. 200 uczestników – młodzież, studentów, ale również osoby dorosłe z całej Polski. Ponadto projekt ten zainspirował środowisko wolontariuszy, studentów, dziennikarzy i osób zaangażowanych społecznie do dalszych działań, w związku z czym kolejne spotkania i warsztaty organizowane są w ramach corocznego już „Miasteczka Integracyjnego”.

Polski Erasmus dla Ukrainy

Kolejna interesująca inicjatywa budująca dialog międzykulturowy i wspomagająca osoby przybywające do nas zza wschodniej granicy to tzw. Polski Erasmus dla Ukrainy, czyli program stypendiów naukowych dla studentów z Ukrainy, wprowadzony w 2014 roku. Dofinansowanie polskiego rządu obejmuje studia licencjackie, magisterskie i doktoranckie na polskich uczelniach oraz koszty utrzymania w czasie rocznego pobytu w Polsce. Program ten działa więc na podobnym założeniu jak programy unijne dotyczące wymiany studenckiej Erasmus i Erasmus+. W 2014 roku przyznano ok. 100 stypendiów, zwłaszcza studentom pochodzącym z terenów objętych działaniami militarnymi (z obwodów ługańskiego i donieckiego oraz z Krymu), z kolei przewidywana liczba stypendiów w 2015 roku to 400. „Kiedyś to Polska znajdowała się w sytuacji, gdy inne kraje Europy Zachodniej, Stany Zjednoczone wspierały nas programami stypendialnymi, edukacyjnymi. Teraz taką pomoc kierujemy do Ukrainy. Liczę, że młodzi ludzie, którzy przyjadą do Polski na stypendia, wrócą na Ukrainę z pomysłami na budowanie demokratycznego państwa, które będzie ważną częścią Europy” – mówiła o programie prof. Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

„Tu mieszkamy” – cudzoziemcy w Warszawie

„Tu mieszkamy” to cykl dwudziestu trzech spotkań z cudzoziemcami pochodzącymi spoza Unii Europejskiej a mieszkającymi w Polsce, organizowany przez Instytut Reportażu w Warszawie. Spotkania odbywają się regularnie w Faktycznym Domu Kultury w Warszawie i trwają do czerwca 2015 roku. Każde z nich prowadzi reporter/reporterka zajmujący/-a się danym krajem lub regionem. Zaproszeni goście opowiadają o swoim kraju pochodzenia, jego kulturze, przyczynach przyjazdu do Polski i wrażeniach zarówno o naszym kraju, jak i Polakach. Spotkania te są często okazją do wzięcia udziału w warsztatach (np. kulinarnych), lub też prezentacji książek, zdjęć oraz filmów nawiązujących do tematyki omawianego kraju. Do tej pory spotkania odbyły się już m. in. z osobami pochodzącymi z Ukrainy, Rosji, Filipin, Syrii, Wietnamu, Kenii, Kongo, Białorusi, Turcji, Czeczenii i Brazylii. Bohaterami kolejnego spotkania we wtorek 24 marca będą z kolei Australijczycy (szczegóły: tutaj).

Wbrew powszechnej opinii, Polska nie jest jednak do końca tak jednolita i monokulturowa, jakby się to mogło wydawać. Wyróżnione regiony etnograficzne w naszym kraju takie jak Śląsk, Pomorze, Mazowsze i Małopolska to obszary zróżnicowane pod wieloma względami – kultury, zwyczajów, kuchni, a nawet języka (np. odwieczny spór o wyjście „na pole”, „na dwór” czy też „na podwórko”). Temat ten przybliżymy Państwu w naszym kolejnym artykule.

Dzień Kobiet, Dzień Kobiet, niech każdy się dowie, że…. Goździk ≠ Feminizm.

Czy kobieta rezygnująca z kariery zawodowej na rzecz prowadzenia domu może głosić swoją niezależność mówiąc o sobie: „jestem feministką”? Czy pełen erotyzmu występ znanej piosenkarki w otoczeniu półnagich tancerzy i tancerek na tle wielkiego transparentu z napisem „feminizm” można traktować jako manifest feministyczny? A może feministki to brzydkie i zakompleksione kobiety, którym się nie powiodło? Gdzie kończy się, a gdzie zaczyna feminizm, i kto ma prawo o tym decydować? Zbliżający się Dzień Kobiet i „Manifa 2015” są być może dobrą okazją do refleksji nad sytuacją kobiet i ruchem feministycznym w Polsce.

Dzień Kobiet świętem komunistycznym? Obalamy mity

8 marca obchodzimy Dzień Kobiet, niezwykle interesujące święto z uwagi na jego przewrotną historię. Istnieje wiele teorii dotyczących pochodzenia święta: niektórzy upatrują jego początek już w starożytnym Rzymie, kiedy to w pierwszym tygodniu marca obchodzono tzw. Matrynalia, czyli święto związane z macierzyństwem, płodnością i początkiem nowego roku. Inni wskazują na Nowy York w 1857 roku i strajk grupy kobiet w fabryce bawełny, domagających się krótszego dnia pracy oraz równych płac. Aby upamiętnić to wydarzenie, 8 marca 1908 roku na ulicach Nowego Jorku odbył się marsz 15 000 pracownic zakładów odzieżowych, domagających się praw politycznych i ekonomicznych dla kobiet.

Za osobę odpowiedzialną za wprowadzenie Międzynarodowego Dnia Kobiet w Europie uznaje się z kolei niemiecką socjalistkę Clarę Zetkin. To dzięki niej zatwierdzono ustanowienie Dnia Kobiet w celu budowania społecznego poparcia dla powszechnych praw wyborczych podczas Międzynarodowego Kongresu Kobiet Socjalistek, odbywającego się w Kopenhadze w 1910 roku (więcej szczegółów: tutaj)

W Polsce Dzień Kobiet przywołuje skojarzenia z komunizmem, ponieważ zaczął być praktykowany dopiero w okresie PRL-u. Święto to obchodzono obowiązkowo w zakładach pracy i szkołach, kobietom wręczano wtedy kwiaty (słynne goździki lub tulipany!) a w mediach prezentowano portrety kobiet z różnych sektorów życia gospodarczego. Podkreślano tym samym zaangażowanie zawodowe kobiet w różnych dziedzinach życia społecznego. Obecnie Dzień Kobiet często kojarzony jest z corocznie organizowanym pochodem feministycznym „Manifa” na rzecz równego traktowania kobiet i mężczyzn.

Być kobietą w Polsce

W przeciągu dwudziestu lat od upadku PRL-u w 1989 roku, ruch feministyczny w Polsce stał się dobrze znany, przez co z jednej strony nie wywołuje już takiej ekscytacji jak dawniej, ale z drugiej strony nie pokłada się w nim już tak wielkich nadziei jak kiedyś. W tym roku mija 6 lat od zorganizowania pierwszego Kongresu Kobiet oraz 3 lata od wejścia w życie ustawy o parytetach płci na listach wyborczych, a tegoroczna „Manifa” obchodzi już 15 urodziny.

W badaniach Komisji Europejskiej z 2009 roku, Polki znalazły się na czele listy jednych z najbardziej przedsiębiorczych kobiet w Europie (ponad 36% menedżerów w Polsce to kobiety, lepiej w badaniach wypadły tylko Francuzki, Litwinki i Łotyszki). Dodatkowo z raportu PwC „Kobiety menedżerami przyszłości” opublikowanym w lutym 2015 wynika, że współczesne Polki są nie tylko bardziej aktywne na rynku pracy i pewne swoich umiejętności, ale również bardziej wymagające i krytyczne w wyborze pracodawcy: „62% ankietowanych zwraca uwagę na to, czy dana firma realizuje politykę „gender diversity” (różnorodności płci). Jeszcze bardziej istotne dla kobiet jest to, czy firma realizuje działania mające na celu zapewnienie równowagi w życiu zawodowym i prywatnym” – czytamy w raporcie. Chęć robienia zagranicznej kariery deklaruje aż 69% badanych kobiet, co stanowi najwyższy jak dotąd zanotowany wskaźnik. Ponadto, jak wynika z analizy Deloitte, coraz więcej polskich mężczyzn deklaruje gotowość poświęcenia własnej kariery w celu wsparcia rozwoju zawodowego partnerki.

gotowość na poświęcenie własnej kariery

Równocześnie jednak z tych samych badań wynika, że stanowisko menedżera stanowi w Polsce szczyt kobiecych możliwości. Wg raportu Komisji Europejskiej, w 2009 roku tylko 2% najwyższych stanowisk w dużych firmach zajmowały kobiety. „Kobiecej przedsiębiorczości sprzyja nierówność, bezrobocie i niski poziom rozwoju gospodarczego. Polki, Portugalki czy Litwinki rzadko zakładają firmę dla niezależności i samorealizacji, częściej by przeżyć i utrzymać rodzinę” – tłumaczy dr Ewa Lisowska ze Szkoły Głównej Handlowej w artykule Newsweeka poświęconym temu tematowi. Również nie brakuje sceptycznych głosów dotyczących zaangażowania kobiet w politykę. Przyjęcie przez Sejm ustawy o obowiązkowych 35% na listach wyborczych dla kobiet traktowane jest dopiero jako początek działań do uzyskania 50-procentowego podziału mandatów.

Co poszło nie tak z polskim feminizmem?

Zastanawiający jest też stosunek Polaków do feminizmu. W porównaniu do 2000 roku mniej osób uznaje dziś feminizm za ruch potrzebny, jak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez CBOS „Komu w Polsce żyje się lepiej”. Temat niechęci kobiet do utożsamiania się z ideologią feministyczną w Polsce poruszyła ostatnio Natalia Waloch-Matlakiewicz. Na łamach miesięcznika Wysokich Obcasów Extra autorka pisze o tym, dlaczego tyle kobiet broni się przed określeniem „feministka”: „Gdyby ktoś ogłosił, że mamy nosić burki i być ozdobą swojego mężczyzny, to wyszłybyśmy protestować na ulice. Za nic nie zrezygnowałybyśmy z prawa do studiowania, pracowania i decydowania o sobie, ale choć obiema rękami podpisujemy się pod zasługami ruchów kobiecych, nie chcemy się nazywać feministkami. (…) Co więc poszło nie tak?”

Częściową odpowiedzialność za negatywny obraz feminizmu w Polsce przypisuje się samym organizacjom kobiecym. Feministyczny dyskurs o sytuacji kobiet w Polsce sprowadza się głównie do tematu walki o prawa reprodukcyjne, podczas gdy ogromna liczba Polek boryka się na co dzień z wieloma innymi, a jednak zdecydowanie mniej nagłaśnianymi problemami. W badaniach Deloitte analizujących sytuację kobiet na rynkach wybranych krajów europejskich po dziesięciu latach przystąpienia do Unii Europejskiej wypadamy niestety najgorzej, jako kraj w którym możliwości pogodzenia kariery zawodowej z życiem rodzinnym są najbardziej utrudnione (poprzez np. brak wystarczającej ilości miejsc w żłobkach i przedszkolach).

Work-life_balance

Krytykowany jest również styl wypowiedzi praktykowany przez najbardziej rozpoznawalne działaczki ruchu feministycznego. Co nas zniechęca do feminizmu to nieustająca retoryka walki, pełna agresji i prowokacji, niepozostawiająca miejsca na debatę, nie wspominając już o sprzeciwie wobec pewnych kwestii.

Tymczasem feminizm w pierwotnym znaczeniu to po prostu równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Prawo do tego, aby kobieta otrzymała te same szanse awansu co mężczyzna na podobnym stanowisku, to samo wynagrodzenie oraz do tego, aby mężczyzna decydujący się na pozostanie w domu w celu wychowania dzieci, nie był uznany za mniej „męskiego”. Nie zapominajmy jednak o tym, że równouprawnienie oznacza również prawo kobiet do wyboru rodziny i wychowania dzieci ponad karierą, bez pogardliwego określania ich mianem „kury domowej”, jak również prawo artystki, która zdecydowała się na świadome pokazanie swojego ciała na scenie, do określania siebie i swojej działalności jako feministyczną, bez względu na reakcję ruchów kobiecych. Nie chodzi tutaj również o zrównanie płci, ponieważ kobiety różnią się między sobą w wyznawanych poglądach, i tak podczas gdy jednym łatwiej przyjdzie przyswojenie nowych ról, inne zdadzą się na utarte wzorce.

Warto też pamiętać o tym, że pewne różnice między kobietami i mężczyznami mają często podłoże kulturowe. Pocałowanie kobiety w dłoń przez mężczyznę niekoniecznie sugeruje szowinistyczne zapędy całującego, a może wynikać z kwestii wychowania w danej kulturze.

Feminizm nie oznacza więc walki między kobietami i mężczyznami, walki kobiet z innymi kobietami – tych bardziej liberalnych z konserwatystkami, czy też walki przeciwko kobiecości. To dialog oparty na wzajemnym szacunku, angażujący obie strony i odnoszący się zarówno do sytuacji kobiet, jak i mężczyzn. Do takiego dialogu zachęcała aktorka Emma Watson w przemowie wygłoszonej na Zgromadzeniu Generalnym ONZ.
W ramach inauguracji kampanii HeForShe, zapraszającej mężczyzn do włączenia się w walkę o równouprawnienie, aktorka tłumaczyła co tak naprawdę oznacza feminizm:
„Ja miałam szczęście. Moje życie było uprzywilejowane, gdyż rodzice nie kochali mnie mniej, ponieważ urodziła im się córka. Moja szkoła nie ograniczała mnie, ponieważ byłam dziewczynką. Moi mentorzy nie zakładali z góry, że osiągnę mniej, ponieważ kiedyś mogę urodzić dziecko. To przykłady osób będących ambasadorami równości płci. Być może nie zdając sobie z tego sprawy, należą do grona niezamierzonych feministów, którzy zmieniają dzisiaj świat.”

I takiego właśnie dialogu życzymy zarówno Paniom – bohaterkom tego szczególnego dnia jakim jest Dzień Kobiet – jak i nam wszystkim.